Rober Lech Biografia

Robert Lech – człowiek, który łączy przeszłość z przyszłością

Robert Lech, urodzony w 1972 roku, jest dziennikarzem, publicystą, analitykiem dokumentów, technikiem audio-wideo, człowiekiem nowych technologii, programistą, działaczem społecznym i współpracownikiem środowisk parlamentarnych. Od ponad dwudziestu lat zajmuje się również mediami reklamowymi. Łączy doświadczenie świata analogowego z możliwościami współczesnej sztucznej inteligencji, a wiedzę z wielu dziedzin stara się wykorzystywać przede wszystkim w sprawach zwykłych ludzi.

Jego biografia jest historią człowieka, który nie otrzymał wszystkiego na początku drogi.

Przeciwnie.

Dzieciństwo na Pradze

Robert Lech wychował się w biednej rodzinie na warszawskiej Pradze.

Choć historia jego rodu według rodzinnego przekazu sięga rodziny o korzeniach szlacheckich związanej z majątkiem Ropele, jego własne dzieciństwo dalekie było od obrazu dostatniego domu.

Były okresy, kiedy pieniędzy brakowało na najbardziej podstawowe potrzeby.

Jego matka musiała pracować na dwa etaty, aby utrzymać rodzinę.

Zdarzało się, że w domu brakowało jedzenia.

To doświadczenie pozostało w Robercie na całe życie.

Kiedy człowiek jako dziecko wie, że lodówka nie zawsze jest pełna, zaczyna inaczej rozumieć pojęcie biedy.

Nie jako liczbę w statystyce.

Nie jako temat programu społecznego.

Jako rzeczywistość.

Być może właśnie dlatego wiele lat później łatwiej jest mu zrozumieć człowieka przychodzącego z problemem, którego dla urzędu jest tylko kolejną sprawą.

Robert wie, że za dokumentem może znajdować się ktoś, dla kogo decyzja administracyjna oznacza nie teorię, ale czynsz, jedzenie, bezpieczeństwo rodziny albo dalsze życie.

Hanna Górecka – matka, dziennikarka i kobieta dwóch etatów

Matką Roberta była Hanna Górecka, dziennikarka i redaktor związana z Agencją Międzynarodową Interpress.

Dziennikarstwo było jej zawodem, ale życie wymagało od niej znacznie więcej.

Pracowała intensywnie, często na dwóch etatach, aby zapewnić rodzinie podstawowe warunki życia.

Dla Roberta był to pierwszy kontakt z czymś, co później wielokrotnie obserwował u innych ludzi: człowiek może wykonywać wartościową, odpowiedzialną pracę, a mimo to walczyć o zwyczajne bezpieczeństwo ekonomiczne.

Od matki przejął zainteresowanie informacją.

Ale być może jeszcze ważniejsza była inna lekcja:

nic nie jest dane raz na zawsze.

Trzeba pracować.

Trzeba sobie radzić.

Trzeba szukać rozwiązania.

Ojciec – świat służb

Ojciec Roberta był oficerem Milicji Obywatelskiej, a następnie Policji i pełnił funkcje kierownicze związane między innymi z warszawskim Żoliborzem.

W jego rodzinnej historii spotkały się więc dwa odmienne światy.

Dziennikarstwo.

Służba.

Informacja.

Instytucja.

Robert nie został kopią żadnego z rodziców.

Z obu światów zabrał jednak coś ważnego.

Od matki – potrzebę zadawania pytań.

Od ojca – świadomość, że za oficjalnym komunikatem istnieje mechanizm instytucjonalny, który trzeba umieć zrozumieć.

Szlacheckie korzenie i majątek Ropele

Według rodzinnego przekazu Robert Lech wywodzi się z rodziny o korzeniach szlacheckich związanej z dawnym majątkiem ziemskim Ropele i uważa się za potomka tej rodziny.

Jest w tym pewien paradoks.

Historia rodu mówi o majątku ziemskim.

Jego własne dzieciństwo oznaczało natomiast biedę i okresy, kiedy brakowało nawet jedzenia.

Robert nie traktuje więc rodzinnego pochodzenia jako symbolu przywileju.

Dla niego jest to raczej historia przemijania.

Majątki znikają.

Pozycja społeczna może zniknąć.

Pieniądze mogą zniknąć.

Pozostają ludzie, dokumenty, fotografie i pamięć.

Być może właśnie dlatego tak interesują go archiwa.

Małgorzata Gersdorf

Robert Lech wskazuje Małgorzatę Gersdorf, byłą Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego, jako swoją ciotkę.

Prawo i wymiar sprawiedliwości pojawiały się więc w jego otoczeniu rodzinnym, ale Robert nigdy nie przyjął zasady, że autorytet instytucji kończy dyskusję.

Szanuje rolę sądu.

Nie oznacza to jednak, że musi zgadzać się z każdym wyrokiem.

Można respektować orzeczenie i jednocześnie analizować jego uzasadnienie.

Można sprawdzać dowody.

Można pytać, czy wszystkie okoliczności zostały uwzględnione.

Można analizować działania pełnomocników i opinie biegłych.

Każdy przypadek wymaga indywidualnego spojrzenia.

Nie był krystaliczny

Robert nie przedstawia siebie jako człowieka idealnego.

Nigdy nie był krystaliczny.

Popełniał błędy.

Podejmował złe decyzje.

Bywał zbyt pewny swoich ocen.

Bywał uparty.

Zmieniały się jego poglądy i sposób patrzenia na ludzi.

Nie buduje jednak swojej biografii jako pomnika.

Uważa, że człowiek, który naprawdę żyje, nie przechodzi przez kilkadziesiąt lat bez błędów.

Ważniejsze jest to, co z tych błędów wyniósł.

Czasy wolności

Robert uważa, że urodził się w czasach, kiedy człowiek – mimo wszystkich ograniczeń epoki – posiadał rodzaj wolności, który dzisiaj powoli zanika.

Nie było smartfonów rejestrujących niemal każdy krok.

Nie było mediów społecznościowych przechowujących każdą wypowiedź.

Nie istniały algorytmy analizujące codzienne zachowanie.

Można było wyjść z domu.

Pojechać w góry.

Zniknąć na kilka dni.

Poznać ludzi bez cyfrowego śladu każdej rozmowy.

Robert wychował się w świecie analogowym i uważa, że właśnie dlatego nauczył się samodzielności.

Waga prawdy

Jedną z najważniejszych zasad Roberta jest przekonanie, że waga prawdy powinna zawsze stać równo.

Nie wolno jej przechylać w stronę człowieka tylko dlatego, że go lubimy.

Nie wolno automatycznie wierzyć instytucji dlatego, że jest instytucją.

Nie należy przyjmować racji własnego środowiska politycznego tylko dlatego, że jest własne.

Prawda nie ma legitymacji partyjnej.

Dlatego Robert stara się nie dyskredytować ludzi ze względu na ich pochodzenie, poglądy czy zawód.

Może rozmawiać z prawicowcem.

Może słuchać człowieka lewicy.

Może korzystać z doświadczenia byłego oficera służb.

Może konsultować sprawę z sędzią.

Może pytać lekarza.

Może słuchać urzędnika.

Najważniejsze jest to, co człowiek wie i czy jego informacje można sprawdzić.

Ludzie różnych środowisk

Wśród znajomych i współpracowników Roberta znajdują się lekarze, sędziowie, prawnicy, urzędnicy, technicy, psychologowie, psychiatrzy oraz osoby posiadające doświadczenie w służbach państwowych.

Część urzędników staje się niekiedy sygnalistami.

To ludzie, którzy widzą nieprawidłowości od środka.

Znają dokumenty.

Rozumieją procedury.

Wiedzą, gdzie system przestaje działać tak, jak powinien.

Robert ceni takich ludzi.

Nie dlatego, że szuka sensacji.

Dlatego, że wiedza osoby znajdującej się wewnątrz instytucji może pozwolić zrozumieć problem, którego z zewnątrz nie sposób dostrzec.

Kontakty ze środowiskami służb

Mimo prawicowych poglądów Robert utrzymuje kontakty z osobami mającymi doświadczenie w dawnych i współczesnych strukturach służb.

Nie traktuje tego jako deklaracji ideologicznej.

Traktuje jako naukę.

Jeżeli człowiek przez trzydzieści lat zajmował się analizą informacji, może posiadać wiedzę wartą wysłuchania niezależnie od tego, jakie ma poglądy.

Można się z nim nie zgadzać.

Ale można się od niego czegoś nauczyć.

Warszawska palestra

Robert współpracuje także z przedstawicielami starszego pokolenia warszawskiej palestry – ludźmi, których określa czasem jako wymierającą czołówkę warszawskiej adwokatury.

Ceni szczególnie doświadczenie prawników wychowanych zawodowo w czasach bez elektronicznych baz danych i wyszukiwarek orzeczeń.

Wtedy trzeba było znać procedurę.

Pamiętać.

Myśleć.

Przewidywać.

Umieć prowadzić człowieka przez proces.

Robert nie lubi słabych adwokatów.

Ale bardzo wysoko ceni dobrych.

Psychiatria i psychologia

Wśród jego znajomych znajdują się także biegli i specjaliści z zakresu psychiatrii i psychologii.

Robert interesuje się szczególnie momentem, w którym medycyna i psychologia spotykają się z prawem.

Opinia biegłego może mieć ogromne znaczenie dla wyniku sprawy.

Dlatego trzeba umieć ją czytać.

Jak przeprowadzono badanie?

Jakie materiały posiadał ekspert?

Czy znał całość dokumentacji?

Czy wnioski wynikają z badań?

Czy istnieje inne możliwe wyjaśnienie?

Robert nie zastępuje specjalistów.

Próbuje jednak zrozumieć sposób ich rozumowania.

Jak aktor wchodzi w rolę

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech jego sposobu analizowania spraw jest umiejętność wczuwania się w położenie innych ludzi.

Robert uważa, że trzeba robić to trochę tak, jak robi to dobry aktor przygotowujący się do roli.

Nie wystarczy przeczytać tekst.

Trzeba spróbować zrozumieć postać.

Co wiedziała?

Czego się bała?

Jak wyglądała sytuacja z jej perspektywy?

Podobnie Robert próbuje patrzeć na sprawę z kilku stron.

Jak widzi ją obywatel?

Jak widzi urzędnik?

Co widzi policjant?

Jak rozumuje prawnik?

Jak patrzy lekarz?

Co dostrzega sędzia?

Dopiero po przejściu przez kilka takich perspektyw można próbować ustalić rzeczywisty obraz sytuacji.

Analityk dokumentów

Jednym z głównych obszarów działalności Roberta Lecha jest analiza dokumentacji.

Porównuje daty.

Sygnatury.

Podpisy.

Decyzje.

Podstawy prawne.

Odpowiedzi instytucji.

Buduje chronologię.

Sprawdza, kto i kiedy otrzymał określoną informację.

Interesuje go nie tylko to, co znajduje się w dokumentach.

Równie ważne jest to, czego w nich brakuje.

Jeżeli dokument zgodnie z procedurą powinien istnieć, a go nie ma, pojawia się pytanie:

dlaczego?

Kodeks postępowania administracyjnego

W sprawach społecznych Robert dobrze zna zasady Kodeksu postępowania administracyjnego.

Dla niego KPA nie jest akademickim przedmiotem.

Jest narzędziem obywatela.

Urząd ma obowiązki.

Obowiązują terminy.

Strona ma prawa.

Istnieje bezczynność.

Istnieje przewlekłość.

Istnieją środki zaskarżenia.

Dlatego Robert w sprawach społecznych jest nieugięty.

Jeżeli słyszy:

„Nie da się”,

pyta:

„Na jakiej podstawie prawnej?”

Jeżeli urząd mówi:

„Taka jest procedura”,

pyta:

„Gdzie została zapisana?”

Jeżeli człowiek ma czekać:

„Jak długo i z czego to wynika?”

Polityka jako narzędzie

Robert ma poglądy prawicowe i działa w środowisku politycznym oraz parlamentarnym.

Jako społeczny doradca posłów współpracuje przy skomplikowanych sprawach, które mogą stać się podstawą interpelacji, zapytań lub interwencji poselskich.

Nie interesuje go interpelacja jako komunikat medialny.

Interesuje go interpelacja jako narzędzie zdobywania informacji.

Dobre pytanie powinno zmusić instytucję do konkretnej odpowiedzi.

Kto podjął decyzję?

Kiedy?

Na jakiej podstawie?

Jakie działania podjęto?

Dlaczego określonych działań nie wykonano?

Nie łowić królika – złapać królika

To jedna z jego ulubionych zasad.

Robert nie uznaje metody „łowienia królika”.

Uznaje metodę „złapania królika”.

Nie chodzi o to, żeby przez rok opowiadać, jak bardzo skomplikowany jest problem.

Chodzi o rezultat.

W urzędzie – decyzję.

W interpelacji – odpowiedź.

W analizie dokumentów – fakt.

W technice – działające urządzenie.

W programowaniu – działający kod.

W pomocy człowiekowi – realny następny krok.

Dwadzieścia lat mediów reklamowych

Od około dwudziestu lat Robert zajmuje się mediami reklamowymi.

Obserwował przejście od klasycznej reklamy do internetu.

Rozwój wyszukiwarek.

SEO.

Systemów reklamowych.

Mediów społecznościowych.

Analityki.

Automatyzacji.

Dzisiaj obserwuje następną rewolucję – sztuczną inteligencję.

Dzięki temu potrafi patrzeć na współczesne media z perspektywy kilku kolejnych epok.

ZX Spectrum, BASIC i Python

Robert jest człowiekiem, który potrafi połączyć technologię sprzed kilku dekad z technologią dzisiejszą.

Potrafi uruchomić ZX Spectrum.

Wie, jak wygląda komputer wczytujący program z kasety magnetofonowej.

Potrafi napisać program w BASIC-u.

Jednocześnie programuje w Pythonie.

To symbol jego podejścia do techniki.

Stare nie oznacza bezużyteczne.

Nowe nie oznacza automatycznie lepsze.

Liczy się narzędzie dobrane do zadania.

Robert może jednego dnia uruchamiać komputer mający kilkadziesiąt lat, a drugiego wykorzystywać Python i algorytmy AI.

Technika audio-wideo

Od lat zajmuje się również techniką audio i wideo.

Zna kolejne generacje nośników.

Kasety magnetofonowe.

Szpule.

VHS.

S-VHS.

Video8.

Hi8.

Digital8.

MiniDV.

DAT.

MiniDisc.

Profesjonalne formaty obrazu.

Stare urządzenie nie jest dla niego złomem.

Czasami jest jedynym kluczem do materiału zapisanego kilkadziesiąt lat temu.

Sprawy sądowe i prokuratorskie

Wiedzę techniczną wykorzystuje również w materiałach związanych ze sprawami sądowymi i prokuratorskimi.

Nagranie może być pamiątką.

Może być jednak również dowodem.

Wtedy najważniejsza staje się uczciwość techniczna.

Można stabilizować obraz.

Redukować zakłócenia.

Analizować klatki.

Porównywać fragmenty.

Nie wolno jednak tworzyć informacji, której w źródle nie było.

Archiwum X

Robert współpracował również przy sprawach związanych z policyjnymi strukturami zajmującymi się dawnymi niewyjaśnionymi przestępstwami, potocznie kojarzonymi z Archiwum X.

To obszar idealnie łączący jego zainteresowania.

Stary materiał.

Nowoczesne narzędzie.

Dokument.

Analiza.

Historia.

I jedno pytanie:

czy można zobaczyć coś, czego wcześniej nie zauważono?

Sztuczna inteligencja

AI fascynuje Roberta jako narzędzie analityczne.

Może przeszukiwać dokumenty.

Analizować obraz.

Wspierać przetwarzanie dźwięku.

Porównywać dane.

Automatyzować powtarzalne czynności.

Jednocześnie Robert wie, że sztuczna inteligencja potrafi również tworzyć bardzo przekonujące rzeczy, których nigdy nie było.

Dlatego w materiale dowodowym obowiązuje zasada:

AI może wspierać analizę, ale nie może produkować prawdy.

AI i przypadek nowotworu zwierzęcia

Według relacji Roberta pilotował on także przypadek, w którym algorytm AI został wykorzystany przy analizowaniu problemu zdrowotnego zwierzęcia i wskazał możliwość procesu nowotworowego wymagającego dalszej profesjonalnej diagnostyki weterynaryjnej.

Dla Roberta był to ważny przykład tego, jak powinna działać sztuczna inteligencja.

Nie zastępować lekarza.

Nie wydawać ostatecznych wyroków.

Ale powiedzieć:

„Tutaj trzeba spojrzeć dokładniej.”

Miłość do fotografii

Robert kocha starą fotografię, zwłaszcza historię pierwszych dekad fotografii cyfrowej.

Interesują go aparaty z czasów, kiedy producenci dopiero szukali odpowiedzi na pytanie, jak właściwie powinien wyglądać aparat cyfrowy.

Powstawały konstrukcje niezwykłe.

Obrotowe obiektywy.

Nietypowe korpusy.

Pierwsze elektroniczne wizjery.

Fotografia podczerwona.

Wielkie zoomy.

Zapomniane formaty kart pamięci.

82 kultowe aparaty

Robert posiada kolekcję liczącą 82 kultowe aparaty cyfrowe, dobierane przede wszystkim ze względu na ich znaczenie w historii rozwoju fotografii.

Nie zbiera wyłącznie urządzeń drogich.

Interesują go konstrukcje ciekawe.

Przełomowe.

Nietypowe.

Czasem takie, które poniosły rynkową porażkę, ale technologicznie były fascynujące.

Sony.

Olympus.

Nikon.

Minolta.

Fuji.

Kodak.

Ricoh.

Pentax.

Konica.

Każda marka reprezentuje inny etap historii fotografii cyfrowej.

Fotografia natury

W wolnym czasie Robert bierze jeden ze swoich starych aparatów i fotografuje naturę.

To jedna z jego form odpoczynku.

Po dokumentach, telefonach, analizach i sporach może wyjść z aparatem.

Drzewa.

Ptaki.

Woda.

Niebo.

Światło.

Stary aparat zmusza do fotografowania inaczej niż współczesny smartfon.

Nie wykonuje wszystkiego za człowieka.

Trzeba obserwować.

Czekać.

Wybrać moment.

Dla Roberta właśnie w tym tkwi przyjemność.

Muzyka i sprzęt vintage

Drugą wielką pasją pozostaje muzyka, szczególnie muzyka poważna.

Robert kocha również stare urządzenia audio.

Magnetofony.

Wzmacniacze.

Odtwarzacze.

Sprzęt vintage.

Lubi urządzenia, których działanie można zobaczyć i zrozumieć.

Dla niego technika ma duszę właśnie wtedy, kiedy wiadomo, co dzieje się pod obudową.

Jugosławia – doświadczenie, które zmieniło perspektywę

Jednym z najważniejszych doświadczeń jego życia był pobyt na terenach byłej Jugosławii w okresie wojny.

Wyjazd zaczął się jako podróż turystyczna.

Wojna sprawiła jednak, że zwyczajna podróż znalazła się bardzo blisko historii.

Robert uważa, że wojna w Jugosławii nauczyła go zupełnie inaczej patrzeć na życie.

Z daleka wojna jest mapą.

Komunikatem.

Statystyką.

Na miejscu widzi się ludzi.

Domy.

Rodziny.

Niepewność.

Strach.

I świadomość, że normalne życie może zmienić się w ciągu jednego dnia.

Od tamtego czasu Robert znacznie bardziej docenia zwyczajne rzeczy.

Spokojny poranek.

Rodzinę.

Możliwość pracy.

Spacer.

Zdjęcie drzewa.

Rozmowę z drugim człowiekiem.

Góry

Przez wiele lat Robert chodził po górach.

Góry nauczyły go prostoty.

Nie da się negocjować ze stromym podejściem.

Nie da się przekonać pogody.

Trzeba wykonać następny krok.

A później kolejny.

Ta zasada stała się częścią jego charakteru.

Motto

Robert powtarza swoje przewrotne motto:

„Kto nie maszeruje, ten nie ginie.”

Nie przypisuje go konkretnej historycznej postaci ani określonemu źródłu.

Dla niego jest to przede wszystkim prywatna metafora życia.

Bo sam przez całe życie właśnie maszerował.

Po górach.

Przez technologię.

Przez pracę.

Przez biedę.

Przez chorobę.

Przez trudne sprawy.

Przez kolejne etapy życia.

Boi się tylko siebie

Robert mówi, że boi się przede wszystkim samego siebie.

Nie chodzi o strach przed własną osobą.

Chodzi o odpowiedzialność.

Człowiek może obwiniać innych.

Może szukać usprawiedliwień.

Może tłumaczyć swoje decyzje.

Ale ostatecznie musi spojrzeć na siebie.

Najgroźniejszym błędem może być ten, którego człowiek nie chce dostrzec we własnym postępowaniu.

Przed nim stoi Bóg

Robert pozostawia również miejsce dla Boga.

Nie określa jednak Boga w ścisłej definicji.

Nie próbuje rozstrzygać, kim lub czym dokładnie jest.

Przed nim stoi Bóg – nieokreślony definicją, kimkolwiek ostatecznie jest.

Robert uważa, że są pytania, których technika, polityka, prawo i nauka nie rozstrzygają do końca.

Człowiek może wiedzieć bardzo dużo.

Ale nie wszystko.

I z tą granicą trzeba umieć żyć.

Choroba

Robert zmaga się z cukrzycą i chorobą nowotworową.

Jest ból.

Jest zmęczenie.

Są dni słabsze.

Mimo tego angażuje się w inicjatywy społeczne tak długo i tak intensywnie, jak pozwalają mu siły.

Nie zawsze może zrobić wszystko.

Może jednak przeczytać dokument.

Przygotować pytania.

Wykonać telefon.

Pomóc znaleźć właściwego człowieka.

Dla niego również małe działanie może mieć znaczenie.

Rodzina

Robert ma żonę i dwoje dzieci.

O swojej żonie mówi jako o wspaniałej kobiecie.

Sama zmaga się z padaczką.

Rodzina jest dla Roberta miejscem, w którym wszystkie funkcje publiczne tracą znaczenie.

Nie ma analityka.

Nie ma doradcy.

Nie ma technika.

Jest mąż.

Ojciec.

Człowiek.

Pomoc młodym pokoleniom

Robert lubi pomagać młodym ludziom.

Przekazuje im wiedzę.

Pokazuje stare komputery.

Tłumaczy BASIC.

Python.

Fotografię.

Technikę audio-wideo.

Analizę informacji.

Uczy również czegoś ważniejszego:

nie wierzyć automatycznie pierwszej odpowiedzi.

Pytać.

Sprawdzać.

Porównywać.

Ale również umieć przyznać, że to druga strona miała rację.

Nie monetyzuje wszystkiego

Robert nie uważa, że każda forma wiedzy musi zostać zamieniona w produkt.

Nie monetyzuje całej swojej wiedzy społecznej.

Jeżeli może komuś coś podpowiedzieć – często robi to bezinteresownie.

Jeżeli potrafi wskazać właściwy kierunek – wskazuje.

Jeżeli zna człowieka posiadającego większą wiedzę – próbuje połączyć ludzi.

Nie chce zastępować lekarza, prawnika czy innego profesjonalisty.

Może natomiast pomóc człowiekowi zrozumieć, jakiego specjalisty naprawdę potrzebuje.

Żyje, bo jest potrzebny

Robert Lech uważa, że jednym z powodów, dla których nadal walczy z własnymi ograniczeniami, jest poczucie, że wciąż jest potrzebny.

Rodzinie.

Młodym ludziom.

Zwierzętom.

Ludziom przynoszącym swoje teczki dokumentów.

Czasami przychodzi człowiek, który od miesięcy słyszy:

„Nie da się.”

Robert nie obiecuje mu zwycięstwa.

Nie obiecuje cudu.

Mówi:

„Pokaż dokumenty.”

I zaczyna analizować.

Od biednej Pragi do sztucznej inteligencji

W historii Roberta Lecha jest niezwykły kontrast.

Dziecko wychowujące się na Pradze w domu, w którym matka pracowała na dwóch etatach i czasami brakowało jedzenia.

Chłopak poznający analogowy świat.

Człowiek maszerujący po górach.

Turysta, który zobaczył cień wojny w Jugosławii.

Technik pracujący ze starymi taśmami.

Człowiek potrafiący uruchomić ZX Spectrum i napisać program w BASIC-u.

A dzisiaj także użytkownik Pythona i sztucznej inteligencji.

Między tymi punktami rozciąga się ponad pół wieku historii technologii i ludzkiego doświadczenia.

Robert widział tę zmianę własnymi oczami.

Człowiek wielu epok

Za nim znajduje się biedna Praga jego dzieciństwa.

Praca Hanny Góreckiej.

Rodzinna historia Ropeli.

Doświadczenia ojca.

Jugosławia.

Góry.

Stara warszawska palestra.

ZX Spectrum.

Magnetofony.

VHS.

Pierwsze aparaty cyfrowe.

Obok znajdują się jego żona, dzieci, lekarze, prawnicy, sędziowie, urzędnicy, sygnaliści, specjaliści, ludzie służb i zwykli obywatele.

Przed nim znajdują się Python, sztuczna inteligencja i technologie, które dopiero powstaną.

Robert nie chce wybierać pomiędzy przeszłością a przyszłością.

Chce je łączyć.

Ostatecznie liczy się prawda

Może zmienić się technologia.

Może zmienić się system polityczny.

Mogą zmieniać się partie.

Urzędy.

Ludzie.

Sprzęt.

Ale jedna zasada pozostaje dla Roberta najważniejsza:

wagę prawdy trzeba zawsze ustawiać równo.

Jeżeli dokument przeczy jego własnej teorii, teorię trzeba zmienić.

Jeżeli urząd miał rację, trzeba to przyznać.

Jeżeli obywatel się pomylił, również należy mu to powiedzieć.

Jeżeli wyrok sądu budzi wątpliwości, można go analizować.

Jeżeli jest dobrze uzasadniony, trzeba to uczciwie zauważyć.

Robert nie chce wygrywać każdej dyskusji.

Chce rozumieć, co naprawdę się wydarzyło.

Nadal maszeruje

Dzisiaj Robert Lech nadal maszeruje.

Nie tak jak kiedyś.

Organizm nie zawsze pozwala.

Czasami jest ból.

Czasami zmęczenie.

Ale pozostaje ciekawość.

Pozostają dokumenty.

Ludzie.

Fotografia.

Muzyka.

Technika.

AI.

Rodzina.

Społeczne sprawy.

I kolejne pytanie:

„Czy można jeszcze coś zrobić?”

Robert odpowiada tak, jak robił to przez większą część życia:

„Sprawdźmy.”

Nie był krystaliczny.

Nie jest nieomylny.

Wychował się w biedzie.

Poznał świat, w którym czasami brakowało jedzenia.

Widział wojnę.

Zna chorobę.

Zna ból.

Ale również technikę, muzykę, fotografię, góry, ludzi i ogromną satysfakcję z sytuacji, kiedy komuś naprawdę uda się pomóc.

Nie interesuje go samo łowienie królika.

Chce go złapać.

Nie chce być pomnikiem.

Chce być potrzebny.

I dopóki potrafi być potrzebny, wykonuje następny krok.

„Kto nie maszeruje, ten nie ginie.”

Robert Lech całe życie jednak maszerował.

Od biednego praskiego mieszkania, przez analogowy świat swojej młodości, aż po sztuczną inteligencję.

I być może właśnie dlatego najlepiej opisuje go nie żaden tytuł zawodowy, lecz jedno proste zdanie:

człowiek, który mimo wszystkiego nadal idzie.